|
Historia wibratorów cz. 1
W roku 1870 w Anglii ujrzał światło dzienne jeden z wynalazków, który pewnie nie zmienił dziejów ludzkości, ale z cała pewnością wniósł wiele ciekawych wibracji do życia erotycznego par i singli na całym świecie. Teraz to jeden z bardziej podstawowych przedmiotów w ofercie sklepu - Internetowy sexshop. Już starozytni Grecy zwracali uwagę, iż wypełnione pasją kobiety pozbawione seksu tj. dziewice, wdowy lub niezaspokojone zony, a także kapłanki, przejawiają alarmujące symptomy zmiany humoru, bezsenności, braku apetytu, a także histerii.
Jako lekarstwo słynny medyk Hipokrates zalecał więc swoim słuchaczom dotykanie organów płciowych powodujące terapeutyczną przyjemność. I w ten sposób, przez dzieje ludzkości przetaczała się historia wyzwalania kobiet z opętania szatanem. Masturbacja ewidentnie była oraz jest w dalszym ciągu w wielu religiach czymś złym, więc te egzorcyzmy przemieszczały się gdzieś między wstydliwymi zabawami w prywatnych sypialniach, a nieco nienaturalnymi praktykami w gabinetach lekarskich. Dopiero w dziewiętnastym wieku, w kwitnących bujnie przybytkach zwanych Spa, odkryto wspaniałe oddziaływanie strumieni wodnych i historia zapisuje w roku 1860 pierwsze eksperymenty z wykorzystaniem swoistego prysznica podobnego do strażackiego węża w celach uzdrawiających kobiece frasunki. Zalecany czas trwania zabiegu wynosił cztery minuty. W okresie dekady cywilizacja dopuściła się wiekopomnego odkrycia silnika parowego i nowy manipulator został najlepszym przyjacielem kobiety. Niestety nadal było to urządzenie znacznie toporne oraz również nie mieszczące się przeciętnych gabinetach lekarskich. W okresie kolejnych dziesięciu lat prac naukowo-badawczych znana firma Weiss udostępniła na rynek pierwszy wibrator zasilany bateryjnie, a w niedługim okresie pokazały się najprzeróżniejsze modele: mobilne, stojące na podłożu oraz zwisające z sufitu. Nadal jednak pozostawał to sprzęt specjalistycznie medyczny (nie taki jak oferowany obecnie ze sklepu - internetowy sexshop) do użytku lekarzy wierzących, że siedemdziesiąt pięć procent kobiet cierpi na dolegliwość nazywaną histerią. Cdn.
|